poniedziałek, 7 grudnia 2015

Motywacja do działania - pakowanie chleba

Od jakiegoś czasu staram się kupować pieczywo, które nie ma żadnego opakowania i nie jest w jednorazówce. Noszę natomiast swoje małe materiałowe worki i duże torby. Wcześniej robiłam eksperyment z kupowaniem na przykład fasoli i mięsa. Bywało różnie. Co do pieczywa miałam wątpliwości. Zbyt długo nawet zwlekałam ze zmianą na Zero Waste. A tu takie zaskoczenie!

Od kilku tygodni nie wzięłam żadnej jednorazówki, a każde moje zakupy były przyjemne. Nikt nie pytał po co to wszystko. Nikt nie robił problemów, co było największym zaskoczeniem. Żadnego marudzenia pod tytułem "NIE, BO NIE". Ludzie to zaakceptowali i nie mam już odwrotu.
Ja też bałam się to zrobić. Po niemiłych doświadczeniach skrzydła nieco opadły i nie miałam ochoty słyszeć kolejny raz krytycznych uwag. Natomiast po upadkach mamy wzloty. Jeżeli wahasz się czy iść po chleb z własnym workiem to po prostu to zrób. Zaskoczy cię to w przyjemny sposób.

środa, 2 grudnia 2015

Producenci opakowań

Branże opakowań można zmniejszyć co najmniej o 90%. Zero Waste jest możliwe. Wystarczy nieco szkła, trochę metalu, bawełny i odrobinę plastiku na rzeczy długoterminowe typu meble czy samochód. Tyle z mojej strony. I ze strony Zero Waste Home czy Trash Is For Tossers. Ludzie to udowodnili, więc nie ma już wymówek. A teraz kilka absurdów w temacie:

1. Pasta do zębów. Pakowana w plastik i papier. Kiedyś jeszcze wszystko było zamknięte w folię. Absurd nad absurdami.
2. Roszponka/rukola/szpinak/każda drobna sałata. Włożona do pudełka z plastiku i zawinięta w folię. Rozumiem założenie, ale wykonanie to jednak nic dobrego.
3. Chusteczki. Często występuje tu problem, bo chcę kupić jedną paczkę i nie mogę. Muszę zabrać 10-cio pak, co wcale mi się nie uśmiecha. Już pomijam ekologiczność samych chusteczek, ale skoro od czasu do czasu je biorę to po co mi aż tyle. No i tyle folii.
4. Kawa. Szczelna folia chroni aromat kawy. Nie można się z tym nie zgodzić. Tylko po co jeszcze papier. Tak wiem. Dla reklamy. Zupełnie nie potrzebnie. A najlepiej iść do sklepu z kawą na wagę. Większy wybór, lepsza jakość i brak durnych opakowań.
5. Herbata. Pojedyncze torebki to absurd. Są wybielane chlorem, co nie tylko zmienia smak, ale również podtruwa nas powoli. Potem papier, a na koniec plastik. Więcej się nie dało?
6. Ubrania. Kupowaliście je kiedyś w dyskoncie? Aldi, Biedronka czy Lind od czasu do czasu sprzedają ubrania codzienne lub sportowe. Problem jednak polega na tym, że w środku włożona jest tektura do zachowania kształtu opakowania, na wierzchu kolejny papier ze zdjęciem, rozmiarem, opisem, a na koniec jeszcze wielka foliówka. I można by pomyśleć, że w sieciówkach jest lepiej. Nic bardziej mylnego...
7. Zabawki. Ilość folii i papieru nie pozostawia żadnych złudzeń. Ma być mega zapakowane i kolorowe, żeby dzieci chciały jak najwięcej, a producenci zarobili jak najwięcej.
8. Buty. Rozumiem jedno pudełko. Ale w środku jest jakaś lawina papieru.
9. Małe porcje. Kolejny absurd. Ryż, kasze, ciastka, cukierki, napoje. Wszystko co można zapakować w małe porcje wiąże się z wieloma plastikami i mnóstwem papieru. Tylko po co?
10. Elektronika. Mistrzyni marnowania ropy. Nic dodać nic ująć.

Producenci robią tak jak im wygodnie lub tak jak domaga się klient. Skoro odsetek ludzi walczących z plastikiem jest mały firmy nie zmieniają swoich utartych schematów. Zatem ja jako jednostka, mimo niechęci muszę kupić roszponkę w folii czy komputer w pudełku wyładowanym plastikiem. O ile ryżu kupuję co najmniej kilo czy herbaty piję mało i nie jest ona w pojedynczej torebce, to jednak ciężko jest u nas zdobyć rzeczy, które nie są zapakowane. Ale to już temat na inny wpis. O czym przeczytacie w najbliższych dniach.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Auchan

W moim mieście (ok.180 tyś. mieszkańców) działa kilka centrów handlowych oraz wiele dyskontów
i hipermarketów. Generalnie jest to spora aglomeracja do której ciągnie wiele osób. Mogę śmiało powiedzieć, że pół województwa przyjeżdża tu do pracy, na zakupy czy po prostu odpocząć.
Jak wiadomo Auchan to ogromne centrum handlowe. Mają dużo i tanio, a poza tym tuż obok jest sklep budowlany, kilka sklepów sportowych w tym Decathlon (jeden z ośmiu w województwie) i mnóstwo innych atrakcji. To co piszę nie jest żadną reklamą. Po prostu stwierdzam fakt.

Ale czemu taki długi wstęp? Chciałam nakreślić skalę problemu. Jest duża jak miasto (w moim rozumieniu)
i jego sklepy. Jest to bowiem jeden z ostatnich sklepów z jedzeniem, który pakuje klientom przy kasie zakupy w jednorazówki i nie każe sobie płacić za to. Ponieważ ceny są dopasowane do każdej kieszeni ludzie ładują co tydzień do swoich koszyków wiele. Już pomijam fakt, że część jedzenia się marnuje,
a niepotrzebne gadżety, zabawki i ubrania lądują na dnie szafy lub po prostu w koszu.

Każde zakupy to według mnie średnio pięć worków. Jak wiadomo życie takiej jednorazówki liczone jest w sekundach lub minutach. Niefajne przyzwyczajenie, ale bardzo proste do zmiany. Większość osób wcześniej wie, że uda się na obrzeża miasta na duże zakupy. Jedziemy autobusem (darmowym) lub samochodem. Jesteśmy nastawieni na dźwiganie tego co kupimy i liczymy się z wielkim bagażem niezależnie od środka transportu. Wiadomo, że musi to być zapakowane, aby udało się wszelakie dobra dotransportować do domu. Skoro przed wyjściem na zakupy szykuję odpowiednią ilość pieniędzy czemu nie poświęcić 30 sekund na zabranie kilku materiałowych toreb?! Uniosą więcej niż jednorazówki. Z doświadczenia wiem, że wystarczą 3 do naprawdę sporej ilości towaru. Składają się w małą kosteczkę i bez problemu wejdą do torebki czy kieszeni. Kiedy pojedziemy samochodem sprawa staje się jeszcze prostsza. Można je mieć zawsze w bagażniku i po problemie. Dlatego zupełnie nie rozumiem brania reklamówki, która może nie przetrwać nawet drogi na parking przed sklepem. Czemu zatem sytuacja wciąż się nie zmienia?

czwartek, 16 lipca 2015

pieczywo

Uwielbiam tego bloga. Pokazuje, że wszystko co wydaje się niemożliwe tak naprawdę jest w zasięgu ręki. Po przejściach z pakowaniem mięsa miałam po raz pierwszy wrażenie, że nadszedł czas na chleb. Generalnie nie wyobrażałam sobie wrzucenia bułek razem z innymi produktami do moich wielorazowych siatek. Nie da się ich umyć przed zjedzeniem! Zobaczyłam jednak poniższe zdjęcie i postanowiłam zgłębić temat.



Już dawno chciałam zamówić różnej wielkości materiałowe worki. Ciągle jednak łudziłam się, że jeszcze nie są mi potrzebne. Kupiłam mały zestaw na przecenie w H&M, ale ciągle brakowało mi czegoś prześwitującego jak powyżej. Sprzątając w szafie odkryłam, że mam kilka worków uszytych ze starych firanek (do prania bielizny/delikatnych rzeczy) oraz worki na prezenty (oczywiście materiałowe!) w kilku różnych wielkościach. I tak oto bez problemu mogę kupić pieczywo nie używając jednorazówek.

A tak swoją drogą to przy ostatnim przeglądzie rzeczy pościelowych stwierdziłam, że mam nieużywane od lat prześcieradło, które mogę pociąć na różnej wielkości kwadraty/prostokąty i własnoręcznie uszyć takie worki. Dla chcącego nic trudnego. Ogarnęłam mojego lenia i przymierzam się do kolejnej zmiany :)

Zdjęcie

Hejt

Jakiś czas temu pod wpływem świetnej blogerki i kilku innych czynników postanowiłam chodzić do sklepów ze swoimi pojemnikami. Ponieważ muszę czasem do domu kupić mięso nadarzyła się świetna okazja do wypróbowania pomysłu. Przez trzy ostatnie miesiące kupiłam kilka razy fileta oraz fasolę i ryż. Konkluzja jest tylko jedna: hejt. Reakcje były różne, ale żadna niestety nie mieściła się w kategorii: pozytywne.
1. Ekspedientki patrzyły na mnie jak na nienormalną, co szybko przelatywało mojej uwadze.
2. Potem była drwina, że dziwny pomysł.
3. Na końcu oburzone reakcje.

PROBLEM:
Tak, pojawiły się problemy. O ile osoby nakładające i warzące moje zakupy obsłużyły mnie bez większych utrudnień to już panie przy kasie w wielkich marketach robiły problemy. Okazało się bowiem, że nie bardzo mogę wnieść swój pojemnik do sklepu i po prostu go wyjąć z torby. Takie same lub podobne są w sklepie i mam za nie zapłacić. Jedna z ekspedientek nawet podniosła na mnie głos oburzona zdarzeniem.

ROZWIĄZANIE:
Wymyśliłam zatem, że do sklepu będę chodziła ze słoikami na przykład po ogórkach. Te o pojemności 0,9 l nadają się idealnie na mięso. Mniejsze po dżemach mogą być na sypkie produkty. Nie można ich kupić więc nikt nie zarzuci mi, że coś wynoszę i nie chcę za to zapłacić.

CO DALEJ?
Zdarzyło mi się kilka razy spontanicznie pojechać do sklepu i nie miałam ze sobą pojemnika. Byłam także w sklepach, gdzie są jedynie gotowe, pakowane produkty i nie mogę kupić inaczej. Ponieważ wiedziałam, że nie dam rady być w innym sklepie ostatecznie kilka razy kupiłam potrzebne rzeczy. Postaram się jak najczęściej zabierać swoje słoje, bo wiem, że jest to wykonalne. Muszę jedynie bardziej przyłożyć się do PLANOWANIA listy zakupów w każdym tygodniu.

OBSERWACJA:
Dokładnie w tym samym czasie zauważyłam, że kilka dużych sieci sklepów robiło przebudowę swoich powierzchni. W centralnej części marketów powstały stresy, gdzie można samemu nasypać sobie kaszy, ryżu, ciastek czy fasoli. Jestem pod wrażeniem i mam nadzieję, że wszyscy pójdą za ich przykładem i będziemy mogli większość produktów kupić w ten sposób!

poniedziałek, 30 marca 2015

aaa

Praca, praca, praca, a poza tym duuużo ćwiczeń. Tak przebiegał mój ostatni miesiąc. W wolnych chwilach udało mi się obejrzeć parę filmików i przeczytać kilka artykułów. Ciągle przewija się jedno. Idziesz do sklepu po mięso i ser? Weź swój pojemnik! Nawet w dużych marketach są stoiska, gdzie Panie zważą kawałek mięcha bez opakowania i jak się uda to nawet go zmielą. Już nie trzeba specjalnie iść do małego, osiedlowego mięsnego.

Tak, tak ja nie jest mięsa. Ale moja rodzina je. Bardzo mało jak na przeciętnego Kowalskiego, ale co kilka dni się zdarzy jakiś drób czy wędlina. Idę zatem na zakupy i uwzględniam potrzeby innych. I tak się mocno w temacie ograniczyli, dlatego pewien sukces jest.

A wracając do zakupów. Nie będę kupowała mięsa z wolno stojących lodówek, które zapakowane jest już nie tylko w folię, ale i leży na tackach. Wezmę swój słoik i poproszę o włożenie, zakręcenie i naklejenie ceny. Przy kasie cierpliwie wytłumaczę co to jest i dlaczego tak robię. Tylko świadoma i MIŁA edukacja coś zdziała. Jak się wścieknę i będę pouczała niemiłym tonem nic się nie zmieni, a mogę nawet pogorszyć sytuację. I wiem to z doświadczenia. Ludzie nie lubią szybkich zmian oraz sytuacja kiedy są atakowani.

Za około miesiąc, kiedy uda mi się kilka razy spróbować podejść do tematu w praktyce i podzielę się doświadczeniami. Mam nadzieję, że zainteresowanie jest i nie tylko ja podejmę wyzwanie. Jeżeli macie już pierwsze próby za sobą to piszcie. Jestem ciekawa jakie są reakcje.

niedziela, 1 marca 2015

Jednorazówki

Ciepły letni weekend. Grill ze znajomymi. Jednorazowe tacki, kubki, sztućce. A potem wszystko fru do kosza i z głowy. Nie trzeba myć, nie trzeba nosić ciężkich talerzy i kubków. Nie pogubimy sztućców.
Jednorazowych naczyń używa się już wszędzie. Na piknikach, w restauracjach i kawiarniach. W urzędach, szkołach i prywatnych firmach. Pomimo segregacji odpadów, w Polsce większość jednorazówek ląduje na wysypiskach i oczywiście zalega. Zarówno firmy małe jak i duże postanowiły zająć się problemem.



W Polsce Pan Jerzy postanowił zająć się produkcją talerzy z otrąb. Jeżeli interesuje was jego historia zapraszam do obejrzenia krótkiego wywiadu w TVN, który znajduje się tutaj. A jak chcecie kupić jego naczynia to sklep firmowy jest tutaj.

Biotrem produkuje talerze płytkie i głębokie, wytłoczone z otrąb pszennych, które zostają w czasie produkcji mąki pszennej. Do tej pory większość "odpadu" była po prostu wyrzucana. Pan Jerzy postanowił nie marnować produktu i uratować swój podupadający biznes. Na jego talerzach serwują restauracje oraz przedszkola. Mnie udało się zjeść burgera na takim talerzu w Krowarzywa w stolicy. Talerz jest jadalny, ale jakoś nie spróbowałam. Zamierzam to nadrobić następnym razem.